Drugie sianokosy zostały w stodole pod koniec sierpnia. Teraz pola odpoczywają, ziemia oddycha.
Drugie sianokosy w tym roku zaczęliśmy w pierwszych dniach sierpnia. Zwykle robimy je później, w połowie miesiąca — ale lato było wyjątkowo suche, trawa rosła szybko, więc trzeba było ciąć wcześniej.
„Lato było suche, więc cięliśmy wcześniej.”
Z piętnastu hektarów zebraliśmy w sumie około pięćdziesięciu pięciu bel siana. To wystarczy na całą zimę dla osiemdziesięciu kóz plus dwóch koni na emeryturze. Czasem zostaje trochę dla kuzynów, którzy mają konie u siebie. Czasem dokupują, gdy zima jest długa.
Teraz pola są ostrzyżone, niskie. W ciągu kilku tygodni przyjdzie pierwszy szron. Stado wraca z pastwiska wcześniej każdego dnia, bo dzień staje się krótszy. To początek przygotowań do zimy.
Sianokosy to robota całorodzinna. Sąsiad pomaga z traktorem, my pomagamy mu w lipcu przy jego polu. Tak działa Mazury od pokoleń — wymiana siły, nie pieniędzy.
W komorze dojrzewania równolegle dochodzą sery z czerwcowego mleka. Te z dobrego siana będą podstawą paszy dla stada od listopada. Wszystko się łączy.